Marzec 2013 archive

Mydło Aleppo

Ostatnimi czasy zaskoczył mnie mały wysyp na twarzy i staram się zdiagnozować jego przyczynę, dlatego w odstawkę idą po kolei wszystkie kosmetyki do twarzy, a także mleko. Żel micelarny do twarzy z Biedronki zastąpiłam czymś wyjątkowo naturalnym i o tym dziś chciałabym Wam opowiedzieć. O mydle Aleppo czytałam już na wszystkich możliwych kosmetycznych forach i blogach. Większości z was pewnie nie zaskoczę, ale co tam, zawsze warto spróbować ;) Moje mydełko kupiłam w Organique za 26zł.


Zdobyło ono sławę dzięki swoim niebywałym właściwościom nawilżającym, zmiękczającym, przeciwzapalnym i odkażającym. Podobno rozjaśnia również przebarwienia. Jest polecane przez dermatologów przy trądziku i alergiach. 
Czemu ta zielonkawo-brunatna kostka jest taka sławna?
Myślę, ze zawdzięcza to swojemu obłędnemu składowi. Mydło Aleppo produkowane jest niezmiennie od 2000 lat w Syrii w miejscowości Aleppo- stąd też jego nazwa. Cały proces produkcji jest wykonywany ręcznie z naturalnych składników. Jak wygląda proces powstawania możecie obejrzeć TUTAJ (bardzo ciekawy filmik!) Cytując ze strony Darmaroko: „Składniki w kamiennym kotle, wraz sodą i wodą są mieszane, a później mydło suszone jest w specjalnie układanych ulach przez 9 miesięcy. Cała produkcja wygląda bardzo magicznie. Czasami aż trudno uwierzyć, że to praca tylko ludzkich rąk… Tam czas zatrzymał się… Kolejne lata będzie wystukiwać jedynie drewniany tłuczek – stempel, który wybija na każdym mydle znak producenta.” Tutaj kilka zdjęć: KLIK KLIK KLIK (z TEGO bloga)

Główne składniki tego mydła to przede wszystkim oliwa z oliwek i olej z jagód wawrzynu, zwany inaczej olejem laurowym. Oba składniki słyną z wspaniałych właściwości. 
Oliwa z oliwek ma w swoim składzie witaminę A i E, fitosterole, antyoksydanty. Jest mieszaniną kwasów oleinowego, linolowego i stearynowego oraz lecytyny i karotenoidów. Łagodzi i natłuszcza skórę. Świetnie sprawdza się w pielęgnacji skóry łuszczącej, suchej, podrażnionej. Koi i ochrania ją. Działa przeciwzapalnie i łagodzi świąd. Jest rewelacyjna w pielęgnacji zarówno skóry jak i włosów i paznokci.
Olej laurowy jest tłoczony na zimno (tak jak i najszlachetniejsza oliwa z oliwek) z liści i jagód wawrzynu. Ma zielonkawą barwę i w temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą. Był używany od starożytności. Liść laurowy był poświęcony bogowi Apollo, a Grecy pletli z wawrzynu wieńce dla swoich bohaterów jako symbol ich zwycięstwa. W jego skład wchodzą: glicerydy kwasu laurynowego, oleinowego, palmitynowego linolowego oraz olejki eteryczne.
Oryginalne mydło Aleppo zawsze będzie miało jeden bok ostemplowany, a po przekrojeniu widać że mydło w środku jest zielone. Wygląda tak dlatego, ponieważ w procesie suszenia mydło zmienia barwę na piaskową, jednak w środku pozostaje takie jak wyglądało podczas  produkcji. 


Występuje w dwóch stężeniach: 5%-8% i 12%-15% (moje). Chodzi o zawartość oleju laurowego. Nadaje się ono do pielęgnacji zarówno twarzy (do mycia jak i w formie maseczki), ciała, włosów (nawilża skórę głowy, działa przeciwłupieżowo), rewelacyjnie sprawdza się w pielęgnacji skóry dzieci. 
Ja stosuję je od niedawna ale już teraz mogę powiedzieć, że po umyciu się nim moja skóra jest gładka, napięta. Nie powoduje u mnie uczucia ściągnięcia co jest dla mnie bardzo ważne. Ofc szczypie troszkę w oczy gdy się tam dostanie (tak, tak, ta moja niezdarność…) Stosuję je zarówno do mycia twarzy jak i w formie maseczki- po prostu namydlam twarz i pozostaję tak przez 3 min, a później spłukuję letnią wodą. W obu wersjach sprawdza się ok, myślę, że nawet opcja maseczki podoba mi się bardziej. Na włosach i reszcie ciała jeszcze nie sprawdzałam. Makijażu nie zmywa perfekcyjnie, ale od czego ma się jeszcze płyn micelarny :D Idę testować dalej, a Wam serdecznie polecam chociażby ze względu na tak naturalny skład! 
Dajcie znać czy stosowaliście i jakie są Wasze wrażenia! 
Zapraszam was do śledzenia mnie na Instagramie i Facebooku !
Buziaki!

PODPIS

Recenzja kosmetyków z Minti

Jakiś czas temu pokazywałam Wam w TYM poście kosmetyki które zamówiłam z Minti. Dziś nadszedł czas ich zrecenzowania.

Zacznę od Hight Light firmy TECHNIC:
Rozświetlacz ukryty jest w szklanym słoiczku, jego wieczko zakończone jest pędzelkiem- identycznym jak w lakierze do paznokci. Ma dość gęstą konsystencję, ale spokojnie się rozsmarowywuje. Musiałam trochę potrenować aplikację zanim nauczyłam się go poprawnie nakładać. Po pierwsze jest baardzo wydajny, wystarczy mała kropelka na jeden makijaż. Aplikuję go na kości policzkowej, brodzie, czole, nad górną wargą i pod oczami. Następnie delikatnie wklepuję i rozcieram. Hight Light ma maluteńki błyszczący pyłek, który delikatnie rozświetla skórę, ale bez efektu tandetnej perły. Trzyma się cały dzień, nie osypuje choć zauważyłam że odrobina zostaje na osobie do której się przytulę ;). Mój makijaż nie odczuwa jednak tego braku, jest to niezauważalne. Do minusów mogę zaliczyć powyginany pędzelek, który utrudnia wygodną aplikację. Taki już do mnie taki dotarł i nie wydaje mi się by była to cecha każdego pędzelka. Poniżej kilka zdjęć:
Następny jest Cheek Tint, również firmy TECHNIC. Tint jak sama nazwa wskazuje jest barwnikiem, czyli różem do policzków w płynie. Jego aplikacji uczyłam się trochę dłużej z kilku powodów: po pierwsze ciężko jest przestawić się na nakładanie na podkład czegoś płynnego, po drugie późno dowiedziałam się że trzeba go wklepywać a nie rozcierać, a po trzecie należy stopniować jego aplikację, by nie zrobić sobie plam. Tak naprawdę ogromnym plusem jest możliwość jego stopniowania. Dzięki temu nadaje się do różnych typów urody, karnacji itp. Po prostu rysuję na policzku X i wklepuję tint zwracając uwagę na to by rozetrzeć granice.  Opakowanie jest identyczne jak w przypadku rozświetlacza, tylko tym razem pędzelek jest w dobrym stanie. Pachnie pięknie, chyba jego bazą jest woda różana. Do minusów mogę zaliczyć nieszczelność opakowania. O ile stoi na toaletce jest dobrze, gorzej jeśli mam go zabrać w podróż. 
Kolejny produkt to 3 paletki cieni Sleek: Ultra Mattes Darks i Ultra Mattes Brights (kocham matowe cienie) i Au Naturel (klasyk kolorystyczny który powinna mieć każda kobieta).

Cienie są mocno napigmentowane, a makijaż z nich zrobiony trzyma się cały dzień. Świetnie sprawdzają się zarówno na sucho jak i mokro. Brights są jednak nie tak neonowe na oczach jak w opakowaniu, na mokro są jednak idealne. Aplikator z silikonową (?) gąbeczką nadaje się jedynie do dekoracji. Cienie dają się świetnie blendować, bez obaw można mieszać wszystkie kolory. Pudełko jest eleganckie, z solidnego, czarnego plastiku. Cienkie i lekkie spokojnie można nosić w torebce. Lusterko szerokie i wygodne. Silny zatrzask powoduje, że trzeba się troszkę namęczyć przy otwiewaniu opakowania ;) 
Teraz już nie kolorówka, a dwie rzeczy z apteki DOZ: Pasta Lassari, czyli pasta cynkowa z kwasem salicylowym na drobne niespodzianki. Nakładam ją punktowo na wykwit i już następnego dnia jest zmniejszony i wygładzony. Do tej pory stosowałam pastę rumiankową, ale teraz nigdzie nie mogę jej dostać. Na razie sprawdza się nieźle, oby tak dalej. Jego cena to ok. 7 zł Drugą rzeczą jest krem do rąk Rombalsam z 30% zawartością mocznika!  Jest rewelacyjny, szczególnie zimą. Poleciła mi go Kasia S. którą serdecznie pozdrawiam! Świetnie nawilża skórę i szybko się wchłania, zapach ma dość przyjemny choć specyficzny- można go kochać albo nienawidzić. Nie pozostawia tłustej warstwy, ale delikatny jakby pudrowy film na skórze. Dziwne uczucie, którego nie można chyba z niczym porównać. Myślę że zostanie u mnie na dłużej, ale zimą, bo latem jego „pudrowość” będzie mnie raczej drażnić. Jego cena jest również przystępna- za krem z 30% mocznikiem zapłacimy 11 zł.

PODPIS

O algach w kosmetyce słów kilka

Zastosowanie alg (glonów) w kosmetyce nazywa się profesjonalnie algoterapią lub thalassoterapią. Chodzi dokładnie o wykorzystanie ich leczniczych właściwości, a jest ich sporo! Zacznę zachęcająco, bo od wymienienia ich szerokiego spektrum działania. A mianowicie jest to działanie: ujędrniające, liftingujące, antycellulitowe, nawilżające, rewitalizujące, dotleniające, rozjaśniające, kojące podrażnienia, oczyszczające, uszczelniające naczynia, bakteriostatyczne, przeciwstarzeniowe, mineralizujące, przeciwobrzękowe, wyszczuplające i eliminujące toksyny. Tak, tak! Te roślinki mają ogromny potencjał! W ich skład wchodzą: witaminy z grupy B (1,2,3,5,6,8,9,i 12), E i C oraz betakaroten, z mikroelementów- jod, brom, cynk, wapń, żelazo, miedź, magnez, mangan, a także węglowodany, mukopolisacharydy, aminokwasy lipidy i wiele wiele innych! W kosmetyce stosujemy algi morskie i słodkowodne. Pochodzą najczęściej z okolic Bretanii, Japonii, Hawajów, ale coraz częściej produkuje się je metodami biotechnologicznymi.

Źródło: KLIK!
Stosuje się tylko wyselekcjonowane klasy alg takie jak:

  • czerwienice
  • zielenice (rodzaj: aosa)
  • sinice (rodzaj: spirulina)
  • brunatnice (rodzaj: laminaria, fucus czyli morszczyn)
Źródło: KLIK!

Wykorzystuje się je zarówno w gabinetach kosmetycznych jak i w kosmetykach domowych. Przykładem mogą być maski algowe, kremy, ampułki, żele. Stosuje się je w kosmetykach do twarzy, do kąpieli, masażu, w szamponach i odżywkach, ale także w preparatach leczniczych. Leczy się nimi łuszczycę, egzemy, trądzik pospolity. Pomagają w usuwaniu blizn, rozstępów i owrzodzeń.
Głównym powodem ich rewelacyjnego działania jest fakt, że glony są wyjątkowo dobrze przyswajalne przez  skórę, ponieważ ich cytoplazma ma bardzo podobny skład do plazmy ludzkich komórek. 
Glony kosmetyczne występują w dwóch formach jako:

  • glony liofilizowane- w formie płatów, które zwilżone gwałtownie chłoną wodę. Powstają w procesie gwałtownego zamrożenia i rozdrobnienia, następnie poprzez zastosowanie wysokiego ciśnienia usuwa się z nich wodę (ten element procesu nazywamy sublimacją). Powstaje w ten sposób proszek prasowany w płaty
  • glony mikronizowane- powstają w wyniku gwałtownego suszenia powietrzem i mielenia, następnie podlegają działaniu zmiennego ciśnienia i temperatury- ich ściany komórkowe pękają. Po przejściu przez filtry zbiera się wysoko skoncentrowany proszek. (Metoda opatentowana przez firmę Thalgo).

Źródło: KLIK!

W gabinecie możecie spotkać się z zastosowaniem alg na różne sposoby- w postaci maseczek, body wrappingu, masażu, kąpieli algowych w kapsułach SPA czy algowych peelingów. Możliwości jest tak wiele i cena również nie jest zawrotna. Przy takich efektach warto się tym zainteresować. Warto też wspomnieć o  suplementach z wyciągiem z alg- podobno dają świetne efekty. Jeszcze nie testowałam, ale planuję. Na http://www.doz.pl można kupić Spirulinę firmy Walmark za 19,54zł, lub Saluran z algami firmy Vitapol Farm za 23,72zł

PODPIS