Kwiecień 2013 archive

Sylveco- mój najlepszy krem

Po krótkiej przerwie powracam z recenzją nowego kremu do twarzy, który jest już moim HITEM!


Lekki krem brzozowy Sylveco


Skład:

Woda, Olej z pestek winogron, Olej sojowy, Ksylitol, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Masło karite (Shea), Stearynian Glicerolu, Olej arganowy, Olej jojoba,Kwas stearynowy, Alkohol cetylostearylowy, Alkohol benzylowy, Betulina, Witamina E, Ekstrakt z aloesu, Alantoina, Guma ksantanowa, Kwas dehydrooctowy, Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, Lupeol, Kwas oleanolowy, Kwas betulinowy

Działanie składników:
Pomimo iż dwa sztandarowe składniki kremu nie znajdują się na początku składu, to są tam inne o równie rewelacyjnym działaniu. Po pierwsze oleje- z pestek winogron o działaniu natłuszczającym, zawierającym wysokie stężenie witaminy C, która chroni przed działaniem wolnych rodników, a tym samym przeciwdziała starzeniu się skóry. Olej sojowy zaś uelastycznia skórę, poprawia gojenie i działa antyrodnikowo ponieważ zawiera witaminę C i fitosterole. Ksylitol czyli cukier brzozowy zatrzymuje wodę w naskórku tym samym poprawia nawilżenie. Masło Shea natłuszcza, poprawia gojenie i wzmacnia cement międzykomórkowy. Stearynian glicerolu razem z Sorbitan stearate& Sucrose cocoate i Kwasem stearynowym są emulgatorami w kosmetyku. Ponadto tworzą warstwę okluzyjną chroniącą przed ucieczką wody. Olej arganowy dzięki zawartości NNKT i witaminie C działa przeciwstarzeniowo, odbudowywuje warstwę hydrolipidową skóry, a także poprawia gojenie, natłuszcza skórę. Olej jojoba odbudowywuje cement międzykomórkowy, działa przeciwtrądzikowo, zmniejsza ilość zaskórników, przyspiesza regenerację naskórka. Alkohol cetylostearylowy jest emolientem nadającym konsystencję produktu, ponadto działa okluzyjnie chroniąc przed parowaniem wody z naskórka. Alkohol benzylowy i kwas dehydrooctowy jest konserwantem dopuszczalnym w kosmetykach naturalnych. Pierwszy występuje naturalnie w olejkach eterycznych, a drugi ma także działanie przeciwbakteryje. Betulina czyli wyciąg z kory brzozy działa antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, wybielająco przebarwienia piegi czy zmiany potrądzikowe. Kwas betulinowy pozyskiwany z betuliny ma podobne do niego działanie. Witamina E powszechnie wiadomo że nazywana jest witaminą młodości ze względu na swoje silne działanie antyoksydacyjne. Aloes ma działanie nawilżające, kojące podrażnienia. Działa także antyseptycznie i stymuluje komórki do produkcji kolagenu i elastyny. Alantoina przyspiesza gojenie ran, łagodzi podrażnienia, świetnie sprawdza się w leczeniu suchej skóry. Guma ksantanowa wpływa na konsystencje i lepkość kremu. Mydlnica lekarska oczyszcza skórę i zmiękcza ją wpływając na szybsze wnikanie w głąb składników aktywnych. Lupeol ma właściwości antyoksydacyjne, wpływa na syntezę i jakość kolagenu, a tym samym poprawia jędrność skóry. Kwas oleanolowy reguluje pracę gruczołów łojowych, działa także przeciwzapalnie.

Opakowanie:

najlepsze z możliwych! Lekkie plastikowe opakowanie z pompką pozwala zachować czystość kosmetyku ponieważ nie mamy tutaj kontaktu krem-palec tak jak to jest w słoiczku. Dzięki temu bakterie nie mają szans dostać się do środka.  Próżniowe opakowanie pozwala wykorzystać krem do samego końca. Świetny design kartonika- ryciny w stylu retro, niczym ze starej księgi ziół ;) zdobią półkę w łazience. Jedynym minusem jest nieprzezroczystość plastiku co nie pozwala zobaczyć ile produktu pozostało jeszcze w opakowaniu. Wewnątrz kartonika w którym dostajemy krem, znajduje się ulotka z opisem wskazań, działania składników zawartych w kremie, a także sposobie użycia. Opakowanie ma 50 ml, a krem jest ważny przez 6 miesięcy od otwarcia.


Zapach i konsystencja:

kremik faktycznie jest lekki, ma delikatny, prawie niewyczuwalny zapach. Jego konsystencja nie jest za gęsta, ale za rzadka także nie. Krem jest barwy białej, z łatwością daje się go „wypompować” z opakowania. ;)

Moja opinia:

świetnie nawilża skórę, nie obciąża jej i nie powoduje świecenia się skóry. Daje bardzo przyjemne uczucie nawilżenia tuż po aplikacji. Doskonale sprawdza się pod makijaż. Skóra dzięki nie mu jest promienna, bardziej jasna. Obecnie jest to najlepszy krem jaki do tej pory używałam. Nie podrażnia mojej skóry, działa kojąco po peelingu, a przede wszystkim nawilża.
Zapłaciłam za niego 24,80 zł w sklepie zielarsko-kosmetycznym.

Polecam Wam także odwiedzić stronę internetową producenta. Poza walorami estetycznymi znajduje się tu wiele ciekawych informacji o składnikach kosmetyków przedstawionych w skondensowanej i ciekawej formie. Polecam! KLIK

PODPIS

O tym dlaczego peeling jest taki ważny i o nowościach z Bath&Body Works

We wszystkich drogeriach czy gabinetach kosmetycznych możemy spotkać się z produktem nazywanym peelingiem. Każda szanująca się firma kosmetyczna ma w swojej ofercie peeling/ złuszczacz/eksfoliator w różnej postaci. Występują w formie żelów, płynów, maseczek i wielu innych. Ale czy zdajemy sobie sprawę do czego taki peeling ma służyć? I czy poprawnie go używamy?

Nasza skóra składa się z tkanki podskórnej, skóry właściwej i naskórka. Naskórek składa się z wielu warstw komórek, ale nie wszystkie z nich są żywe. Komórki z dolnych warstw wędrują „ku powierzchni”, a podczas tej wędrówki tracą jądro i stają się martwe. Martwe komórki na powierzchni są spłaszczone i nie przylegają już do siebie tak dobrze, przez co ulegają złuszczeniu. Jeden cykl komórkowy (czyli od powstania komórki do jej złuszczenia) trwa 28 dni. Po co nam zatem peeling skoro nasza skóra wymyśliła tak niezawodny mechanizm? Niestety, nie jest on tak niezawodny. Cykl komórkowy wydłuża się, a komórki nie złuszczają się prawidłowo i zalegają na powierzchni skóry,  co powoduje jej niezdrowy koloryt. Do skóry nie dociera tlen, a bakterie mają idealne podłoże do rozwoju trądziku i innych stanów zapalnych. Dlatego tak ważne jest, by pomóc naszej skórze. Pozbyć się zalegających komórek. Wykonanie tego nie zajmuje więcej niż 5 min, raz w tygodniu,a może to pomóc naszej skórze wyglądać pięknie.
Jest wiele rodzajów peelingów, począwszy od zatopionych w żelu drobinkach zmielonych pestek, ziarenek czy mikrogranulek, którymi należy masować twarz poprawiając jednocześnie ukrwienie skóry, poprzez peeling gommage, który nakłada się niczym maseczkę, a gdy wyschnie „gumkuje” się go palcem razem z doklejonymi do niego martwymi komórkami. Inną opcją są peelingi enzymatyczne zawierające enzym z np. papai, który rozpuszcza martwe komórki. Ten peeling jest delikatny i idealnie sprawdza się przy cerze wrażliwej czy z rozszerzonymi naczynkami. Są także peelingi typu peel-off, które występują w formie żelu. Nakładane na skórę zastygają, by później móc je ściągnąć jednym ruchem niczym „drugą skórę”. Peelingi prócz funkcji złuszczania mogą zawierać w swoim składzie wiele substancji czynnych, które są bardzo cenne dla skóry. Są to najczęściej substancje naprawcze, nawilżające czy łagodzące podrażnienia.
Skóra dzięki temu prostemu zabiegowi odzyskuje blask, staje się bardziej elastyczna, dotleniona i gładka. Peeling jest też bardzo korzystny przy zabiegach kosmetycznych np. przed nałożeniem maseczki, bowiem substancje w niej zawarte szybciej i lepiej wnikają przez skórę.
Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy, że przyczyny naszych problemów skórnych wynikają z nagromadzonej warstwy martwego naskórka. Zastanówmy się nad tym zanim kolejny raz patrząc w lustro będziemy utyskiwać na cerę. Często najprostsze recepty są najskuteczniejsze. ;)


Żeby nie było tylko poradnikowo pokaże Wam także moje 3 nabytki z Bath&Body Works. Kokos w formie żelu pod prysznic, balsamu i peelingu. Razem czekamy na wakacje. Chyba będzie tropikalnie bo kosmetyki B&B Works pachną po prostu nieziemsko!



PODPIS

Pierwszy filmik :)

Oto i jest mój pierwszy vlog! Mam nadzieję, że Wam się spodoba! Wybaczcie jakość i moje jąkania, ale dopiero się uczę i obiecuje, że z każdym filmem będzie lepiej!
 Pod spodem wrzucam Wam też zdjęcia produktów o których mówiłam. :)
Masełko Greckie i Masło do ciała Kawowe
Pianka do kąpieli Grecka

Peeling czekoladowy
+ próbka masła czekoladowego

Prezenty urodzinowe od Rożka i Woldzia: Tybetański balsam do włosów Objętość i Siła Planeta Organica i Fitomed Odżywka Ekstraziołowa z Herbatą i Henną

PODPIS

Kosmetyczne HITY

Dziś będzie post podsumowujący. Przed Wami lista moich ulubieńców, którzy na stałe zagościli w mojej łazience. Podzieliłam ich na dwie kategorie: pielęgnacja i kolorówka + dzisiaj dwie nowości, których recenzja pojawi się niedługo na blogu. Mam w planach uaktualniać listę co jakiś czas, może wprowadzę nawet HITY MIESIĄCA lub HITY KWARTALNE. Wszystko zależy od przemiału kosmetyków ;) Zapraszam do czytania i dzielenia się ze mną opiniami w komentarzach! Zapraszam Was także na mojego Facebooka i Instagram!


PIELĘGNACJA





  1. Balsam po depilacji Joanna SENSUAL- nic tak nie łagodzi podrażnień i nie przynosi ulgi jak on
  2. Szampon Alterra Papaya&Bambus- jedyny szampon który nie obciąża moich włosów, ma ładny skład, pięknie pachnie
  3. Odżywka bez spłukiwania Joanna Naturia z miętą i wrzosem- jest moim ulubieńcem ulubieńców. Nie wyobrażam sobie bez niej mojej włosowej pielęgnacji. Chroni włosy przed czynnikami zewnętrznymi, ale przede wszystkim służy mi zamiast żeli, pianek i lakierów. Utrwala moją fryzurę bez obciążenia, sklejania i przetłuszczania, a poza tym pięknie pachnie!
  4. Olej Khadi zna chyba każda włosomaniaczka. Niezwykły olej pochodzący z Indii, który nakładam na włosy i skalp, rano spłukuję i widzę piękne, błyszczące sypkie loczki. Ponadto stymuluje wzrost włosów. Ma bardzo bogaty skład m.in. olej sezamowy, kokosowy, rycynowy, z nasion marchwi, olej z wyciągiem z rozmarynu, Amla, Bala, Bhringaraj, Brahmi
  5. Olej Alverde Paczula i Porzeczka. Uwielbiam jego zapach, dobrze sprawdza się na włosach i w mieszance OCM, ma świetny skład.
  6. Olej Alterra Pomarańcza i Brzoza. Przed jego wycofaniem zaopatrzyłam się na zapas. Teraz już wrócił do Rossmannów (uff…) To jest produkt uniwersalny. Stosuję go w OCM, do włosów, rewelacyjnie sprawdza się w peelingu kawowym o którym pisałam TUTAJ (ach ten zapach kawy i pomarańczy iście świąteczny), a także do wanny i czasem zamiast balsamu do ciała.
  7. Płyn micelarny BeBeauty z Biedronki. Hit internetu i mój łazienkowy także. Rewelacyjnie zmywa resztki makijażu, ładnie pachnie, przyjemny w aplikacji, wygodna butelka. Nic dodać nic ująć po prostu nie spotkałam lepszego.
  8. Płyn dwufazowy Ziaja. Najlepszy z jakim miałam do czynienia. Daje się wylać na wacik zamiast dookoła jak to mają w zwyczaju dwufazówki, pięknie i szybko pozbywa się tuszu, nie pozostawia ohydnie tłustej warstwy na oczach jak to na przykład robi pewien KIT o którym niedługo Wam wspomnę.
  9. Maseczka nawilżająca Avon Planet SPA. Nic nie daje mojej skórze takiego efektu WOW jak ta maseczka. Przed imprezą, czy ważnym wyjściem jest idealna. Pięknie nawilża i ujędrnia skóre, a przy tym pachnie tak lekko i odprężająco.
  10. Kryształ ałunu CRISTAL. Mam go od wakacji, i nadal jest go tak duuuużo. Służy mi zamiast dezodorantu i roll-ona, świetnie się w tej roli sprawdza. Jest też dobry przy podrażnieniach i skaleczeniach. No i jaka ekonomia!
  11. Szczotka do włosów Tangle Teezer. Bez niej nie rozczesałabym moich loków bezboleśnie, można wykonywać nią masaż skóry głowy, nie niszczy struktury włosów, jest mała, zamykana i lekka. Po prostu rewelacja.
  12. Gąbeczka do twarzy wykonana z gąbki PVA- dostępna w Rossmanie za jakieś 3zł, idealna do zmywania maseczek itp. Miła w dotyku, twardnieje po wyschnięciu.

KOLORÓWKA





  1. Róż Paese w kolorze 41 „Płatek Piwonii”. jest to matowy róż, pasujący do mojej karnacji. Nie ściera się, nie uczula. Podoba mi się jego kolor no i cena ;)
  2. Puder Kryolan Anti- Shine Powder. Ryżowy puder marki profesjonalnej. Mój kolorówkowy HIT HITÓW. Cudownie matuje, nie wysusza skóry, utrzymuje się dosłownie CAŁY dzień. I jest bardzo ekonomiczny. Jedno opakowanie miałam 2 lata. 
  3. Podkład Lirene Nature Matte, stosuję na zmianę z City Matt. Mają praktycznie identyczny skład, ale dość sporą różnicę w cenie. Jestem mu wierna od samego początku mojej kariery z kosmetykami i nigdy się na nim nie zawiodłam.
  4. Bronzer SEPHORA D50 jest matowy (co ja uwielbiam) i sprawdza się prawie w każdym typie cery. Należy go tylko odpowiednio dozować i nakładać w odpowiednie miejsca. Jest mocno napigmentowany, dlatego należy nakładać go ostrożnie. Mam go już dwa lata i wciąż jest go tak wiele:)
  5. Rozświetlacz TECHNIC Hight Light, pisałam jego recenzję ostatnio TUTAJ
  6. Szminka do ust Clarins. Moja ulubienica! W kolorze ostrego matowego różu na ustach wygląda przepięknie i utrzymuje się cały dzień. Trochę ciężko ją zmyć, ale wolę to niż słabą trwałość
  7. Błyszczyk w kredce Chubby Stick Clinique w kolorze Whole Lotta Honey. Na początku w składzie ma masło shea i faktycznie fantastycznie nawilża i natłuszcza usta. Kolor mnie urzekł choć początkowo bałam się, że będzie mnie postarzał. Nic bardziej mylnego. Poza tym uwielbia prosty design Clinique. Błyszczyk szybko się jednak kończy. :(
  8. Cienie Bell zakupione w Biedronce. Kolejny HIT HITÓW! Nie wyobrażam sobie bez nich makijażu. Są niezwykle trwałe (bez najmniejszego starcia przeżyły wesele do 5 rano), dobrze napigmentowane. Wygodne opakowanie i fajnie dobrane kolory. Po prostu rewelacja i jeszcze ta cena w Biedronce na promocji 7,99zł
  9. Cień Inglot. Niestety już wycofany, będę szukać odpowiednika. Idealny kolor na dzień pt. „za pięć 8 estem już spóźniona!” Pasuje do wszystkiego, delikatny chłodny róż z małymi drobinkami. Nie jest to żadna okropna perła. Ot taki grzeczny cień który potrafi zrobić wrażenie
To tyle moi mili! Koniecznie dajcie znać o swoich HITACH w komentarzach!
PODPIS
 Buziaki!